Recenzja

RECENZJA | „Wyklucie” Ezekiel Boone

Wyklucie miało być straszną książką mającą sprawić, że nie zasnę i poczuję dreszczyk emocji. Wciąż czekam na jakieś dreszcze. Utwór pozostawił wyłącznie zawód.

Ezekiel Boone urodził się w Kanadzie. Mieszka w Nowym Jorku z żoną i dziećmi. Jego seria „Wyklucie” (obejmująca trzy książki) jest już międzynarodowym bestsellerem, prawa do jej wydania zostały sprzedane do 12 krajów. Autor ma dwa niezbyt wychowane psy i uwielbia spędzać czas na świeżym powietrzu¹.

Wydaje mi się, że pająki są jednym z najczęściej wymienianych rzeczy na liście najbardziej przerażających istot. Arachnofobia dosięga coraz większą liczbę ludzi. Dobrym zagraniem było stworzenie książki, w której występują te przerażające istoty. Czy jednak wyszło z tego coś ciekawego?

Pająki, które przez wiele lat były w stanie hibernacji, obudziły się. W międzyczasie w różnych częściach świata dochodzi do dziwnych sytuacji. Do pewnego laboratorium dociera tajemnicza paczka z czymś, co chce wydostać się na wolność. Czy to właśnie krwiożercze pająki doprowadzą do końca świata?

Bardzo chciałem przeczytać tę książkę, ponieważ zapowiadało się na dobrą i przerażającą literacką ucztę. Ale Wyklucie okazało się nie być horrorem. Zostałem oszukany i przez to przeżywam ogromny zawód. Thrillerem tego też nazwać nie można, bo nie dostarcza żadnych mocniejszych wrażeń, nie ma trzymania w napięciu ani uczucia gęsiej skórki. Jest tylko ziewanie i znudzenie. Bliżej Wykluciu do utworu postapokaliptycznego.

Autor umiejętnie z dobrego pomysłu zrobić nudną powieść. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że została ona przegadana. Pojawia się sporo zbytecznych opisów i dialogów, zamiast akcji, akcji, akcji… Niektóre sceny zostały rozciągnięte i tak naprawdę nic ważnego i ciekawego do całości nie wprowadzały. Spora liczba wątków niestety nie napędza akcji, lecz wprowadza niemały mętlik

Kolejnym minusem jest mnogość bohaterów. Przewija ich się wielu, ale zarówno o tych ważnych, jak i mniej ważnych wiemy tyle samo, czyli praktycznie nic. Są papierowi, źle stworzeni, niezbyt realistyczni. Szczerze powiedziawszy nie jestem wstanie na ich temat nic konkretnego napisać. Nie wiem, czy był to specjalny zabieg i autor w kolejnym tomie lepiej przedstawi główne postacie, czy to po prostu nieumiejętność kreacji.

Język jest prosty, często wulgarny, w niektórych momentach lekki, a w pozostałych sprawiający, że odechciewa się czytać. Styl nie wyróżnia się niczym nowym.

Czytając, marzyłem, aby dobrnąć w końcu do ostatniej strony i rzucić książkę w kąt. Przeżyłem niemałe zaskoczenie, ponieważ zakończenie jest naprawdę świetne. Wgniata w fotel i pozostawia uczucie niedosytu. Szkoda, że cała książka nie została w taki sposób stworzona.

Doceniam Wyklucie wyłącznie za dobry pomysł i zakończenie, bo prócz nich nic ciekawego nie było. Książka bardziej przypomina jakieś wprowadzenie do czegoś, co będzie działo się później. Na tę chwilę nie mam zamiaru sięgać po kolejny tom, bo na samą myśl o tym ziewam. Chciałem, aby autor sprawił, że zacznę się bać pająków, ale mu się nie udało. 

Za przekazanie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Tytuł: Wyklucie
Tytuł oryginału: The Hatching
Autor: Ezekiel Boone
Wydawnictwo: Insignis
Cykl: The Hatching (tom I)
Przekład: Michał Jóźwiak
Projekt okładki: Chelsea McGukin
Wydanie: I
Oprawa: miękka (ze skrzydełkami)
Liczba stron: 340
Data wydania: 9.05.2018
ISBN: 978-83-65743-83-1


¹ Źródło – Lubimy Czytać

%d bloggers like this: