Bestseller może być dobrą książką?

Czy bestseller może być ciekawy? Kiedy książka staje się bestsellerem?

Szukałem informacji w Internecie na temat tego, ile książek trzeba sprzedać, aby stała się ona bestsellerem. W 2007 roku było to 13 tysięcy. Niestety nie znalazłem jakichś aktualnych danych, ale wydaje mi się, że liczba ta teraz może wynosić między 15 a 20 tysiącami sprzedanych egzemplarzy. To dużo czy mało? Zależy z której strony się na to spojrzy. Stworzenie powieści, którą kupi co najmniej 10 000 osób jest czymś trudnym. Okej, można mówić, że jak wydawnictwo coś zareklamuje, to to się sprzeda, ale wydawnictwa nie inwestują w każdego pisarza. Z drugiej strony np. 20000 na tle kilkudziesięciu milionów Polaków wypada słabo, nieprawdaż? Zanim pomyślicie: Ale przecież w innych krajach liczba ta jest większa, odpowiem – to zależy od państwa i liczby osób czytających. Im więcej czytających, to będzie trzeba sprzedać więcej egzemplarzy, aby dany utwór nazwać bestsellerem.

Jakiś czas temu była Gala Bestsellery Empiku 2017. Uważam, że świetne jest to, iż książki powoli „wchodzą” do telewizji, zaczyna się je tam pokazywać. Tym bardziej w TVN-ie, który (z tego co wiem) jest jedną z większych stacji w Polsce. Być może upowszechni to choć trochę czytelnictwo. Po Gali ludzie na Facebooku czy Twitterze pisali, że jak to możliwe, iż ta czy tamta powieść wygrała, skoro im podobała się inna, a te wygrane uważają za gnioty. Doszedłem do wniosku, że ludzie chyba nie znają znaczenia słowa bestseller. Wyjaśnię tutaj szybko, że to coś, co najlepiej się sprzedaje. Właśnie, czyli może to być totalny gniot, ale gdy wydawnictwo i autor zainwestują mnóstwo pieniędzy w promocję, to dana powieść może niestety stać się bestsellerem i z tym mianem jeszcze lepiej się sprzedawać. Mnie najbardziej zirytowało to, że w materiale zza kulis prowadzący powiedział mniej więcej, że ten konkurs jest najważniejszy, bo wyłania najlepszy utwór 2017 roku. Za przeproszeniem – gówno prawda. Gala pokazała przede wszystkim to, że W.A.B. świetnie promował Miłoszewskiego. Nie znam tej książki, więc nie powiem, czy jest ona dobra, czy nie. Fascynuje mnie to, że Jak zawsze ukazało się na początku listopada, a wygrało. Zdecydowanie bardziej ufam plebiscytowi organizowanemu przez portal Lubimy Czytać.

Przekopałem Internet, popytałem ludzi i dowiedziałem się na przykład, że w Empiku płaci się słone pieniądze za wszystko. Za wystawienie książki frontem do potencjalnego klienta, za to, aby utwór był bestsellerem, za powieszenie plakatu na szybie drzwi… Generalnie Empik nie zarabia wyłącznie na sprzedaży powieści. Empikowi się to opłaca i wydaje mi się, że wydawcom też, chociaż gdybym ja prowadził wydawnictwo, to raczej na takie coś nie godziłbym się. Nie oszukujmy się, ale wiele ludzi kupuje w Empiku stacjonarnie (ja robię zakupy tylko przez internet, bo jest taniej), chociaż wszyscy powtarzają, że tam nie chodzą, bo za drogo, bo ceny okładkowe… Na samych egzemplarzach przedpremierowych Empik sporo zarabia. Nie dziwię się, że wydawnictwa płacą księgarni tyle pieniędzy, bo być może im się to zwróci i o danej książce będzie głośno. Choć Empik nie zawsze postępuje fair, ale o tym będzie w innym wpisie.

O tym, czy dane dzieło stanie się bestsellerem, czy nie w dużej nie decyduje niestety jej wartość merytoryczna, tylko udana akcja PR-owa. Przykładów jest mnóstwo – począwszy od Greya, przez Dziewczynę z pociągu, na Harrym Potterze i Przeklętym Dziecku skończywszy. Okej, powieści te fanów mogą mieć, są różne gusta, tak że ten…, ale wiele osób sięgnęło po nie, ponieważ:

  • zobaczyło bilbord, plakat, reklamę w Internecie etc.;
  • na okładce było wielkimi literami napisane J.K. Rowling, mimo że nie stworzyła ona tej książki;
  • inni sięgnęli, więc ja także chciałem wyrobić sobie zdanie.

Nie czytałem jeszcze tych utworów, ale przeczytałem mnóstwo recenzji (nie tylko polskich), śledziłem reakcje ludzi i wiem, że wyżej wymienionym książkom bliżej do gniota niż arcydzieła, a sprzedały się w milionach egzemplarzy tylko i wyłącznie dlatego, że wydawnictwa nie szczędziły pieniędzy na akcje promocyjne.

Podsumowując, bestseller może być ciekawą książką, ale niestety nie zawsze tak jest.

Czytujecie bestsellery? Co uważacie na ich temat?

8 myśli do „Bestseller może być dobrą książką?”

  1. Dla mnie gala ogólnie jest dziwnym tworem. W wolnym tłumaczeniu to co, nagradzamy coś, co udało nam się wypromować? W zeszłym roku to było jakoś bardziej schowane za kulisy, ale w tym było bardziej widoczne. Ludzie z wydawnictwa Rebis sami w podziękowaniach przyznali, że udało im się wypromować „Światło”, a Patryk Vega przy odbiorze swojej nagrody dość skromnie uznał, że za rok zobaczymy się z nim i jego nowym filmem, bo tak.
    Dziewczyna z pociągu, hah! Naprawdę jestem ciekawa człowieka, który odwalił tak dobrą robotę i wcisnął tę powieść każdemu Polakowi XD

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

  2. bardzo ciekawy artykuł, zdecydowanie się pod nim podpisuję. Niestety często dzieje się tak,że w publikowaniu książek nie chodzi o wyszukaną treść, a jedynie o pieniądze. Pozwolę sobie wziąć na tapetę „50 twarzy Greya”, miałam okazję przeczytać pierwszą część tej książki, tłumaczenie było straszne, niepoprawne gramatycznie, zdarzały się także błędy ortograficzne (podobno w wersji angielskiej też), a mimo to autorka osiągnęła sukces. Im łatwiejsza w odbiorze tematyka tym lepiej. Bo po co myśleć. 🙂
    A w okresie PRL-u, miano bestsellerów otrzymywały te książki, które były kiepsko dostępne, przez zbyt mały nakład. Świat się ciągle zmienia. 🙂

    Pozdrawiam

  3. Fajnie, że ktoś w końcu wytłumaczył w ogóle znaczenie tego słowa, bo niestety ludzie myślą „bestseller = arcydzieło”. Nie, nie, nie!

    A co do empika, słyszałam to samo. Jeśli jesteś autorem to spoko, dzięki empikowi co nie co mogą o Tobie usłyszeć ale napewno na tym nie zarobisz.

  4. Mam identyczne spostrzeżenia – bestseller to sukces PRowy, a nie literacki i nijak nie idzie to w parze z jakością książki. W zasadzie, ostatnimi czasy wychodzę z założenia, że im głośniej jest o jakiejś książce tym słabsza ona jest i po prostu świadome tego wydawnictwo musi wyrównać sprzedaż. Nie oznacza to, że żaden bestseller nie był dobrą książką, tylko po prostu jest to znacznie bardziej skomplikowane.

  5. Sama nazwa z angielskiego mówi, że są to najlepiej sprzedające się książki. Nie wiem, kto ocenia po tym ich jakość – nie od dziś wiadomo, że ludzie masowo czytają kiepskie powieści. Widać to szczególnie w Internecie (np. na Wattpadzie), gdzie jedna osoba napisze o czymś, że jest złe, a dziesięć kolejnych sprawdzi to osobiście, nabijając statystyki.
    Sądzę, że dobre książki mogą zyskać miano bestsellerów, jeśli włoży się odpowiednie finanse w reklamę, więc tak – dobre książki mogą się tam znaleźć pod warunkiem, że ktoś w nie zainwestuje.
    Ach, Empik i pokrętny sposób na biznes; ostatnio również czytałem kilka artykułów na ten temat.
    Jeszcze dodam – też wolę wybierać książki, patrząc na LC bądź recenzje, a nie miano dobrze sprzedającej się książki. 😀

    Pozdrawiam jeżowo
    Nikodem z Jeże czytają

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *